ładowanie...

Dlaczego mówienie „jesteś świetny” jest szkodliwe i jak w takim razie pochwalić dziecko?

Potrzeba szacunku i uznania została ujęta w piramidzie potrzeb Abrahama Maslowa i klasyfikowana jest jako potrzeba wyższego rzędu. Intuicyjnie każdy człowiek rozumie wagę okazywania uznania, ale nie zawsze to robimy lub nie zawsze robimy to prawidłowo.

Dlaczego powinniśmy chwalić dziecko, a tego nie robimy?

Boimy się udzielać pochwał naszym dzieciom czy też wychowankom, bo nie chcemy, żeby „woda sodowa uderzyła im do głowy”. Zdajemy sobie sprawę, że nadmierna pewność siebie może być zgubna i może przynieść duże szkody. Dzieje się tak w dwóch przypadkach. Nadmierna pewność siebie rodzi pychę, a dziecko może zacząć lekceważyć lub przestać szanować współćwiczących i rywali. Z kolei, gdy wyzwanie będzie przerastać młodego człowieka, bo rywal za mocny, bo ścianka za wysoka – taka budowana pewność siebie może się rozbić na kawałki.

Aby budować zdrową pewność siebie u dziecka musimy mu przekazać słowami, a przede wszystkim swoją postawą szacunek i akceptację. Dziecko musi wiedzieć, że rodzic go kocha bezwarunkowo, niezależnie od jego zachowania, czy wyniku sportowego. Musi wiedzieć, że trener zawsze go akceptuje i darzy szacunkiem niezależnie do tego jak mu pójdzie na treningu czy zawodach. Młody człowiek będzie wtedy czuł, że nawet w obliczu porażki dalej jest kochanym dzieckiem swoich rodziców i wciąż jest ważnym  zawodnikiem dla swojego trenera, co da mu siłę do dalszej pracy.

 

Mówienie „Jesteś świetny” jest szkodliwe

W tytule napisałem, że mówienie dzieciom „jesteś świetny” (i wszystkie inne ogólniki typu „super”, „znakomity”, „wybitny”, „najlepszy”) może właśnie z tego powodu być szkodliwe. Dlaczego?

Załóżmy, że dziecko gra mecz koszykówki. Jest najlepszym zawodnikiem w drużynie, ma najwięcej trafień, zbiórek i sporo odbiorów. Otrzymuje komunikat w stylu „jesteś świetny”. W głowie wiąże słowo „świetny” właśnie ze swoją skutecznością przy tablicy. Przychodzi kolejny mecz, gdzie przeciwnik stawia dużo wyżej poprzeczkę. Nasz bohater jest blokowany, rzuty pod presją są niecelne. Co się rodzi w głowie tego zawodnika? Kiedy trafiał, był „świetny”. Teraz nie trafia, więc antonimem tego słowa „świetny” będzie „słaby”, „kiepski”, a najczęściej „beznadziejny” i „do d…”.

 

Moc opisowej formy pochwał

Jak zatem pochwalić go po udanym meczu? Po pierwsze i najważniejsze zawsze chwalmy działanie, staranie, a nie efekt. Efekt nie zawsze zależy od starań i zaangażowania dziecka. Jeśli będzie zbierał i punktował pod tablicą, bo jest wyższy o głowę od rywali, to jaka jest w tym jego zasługa? Znajdźmy zatem coś, co jest jego zasługą:

Romku, dzisiaj dużo biegałeś, byłeś zawsze pod każdą tablicą. Miło widzieć takie zaangażowanie!

Jak być może zwróciłeś uwagę, ten rodzaj pochwały ma formę opisową. Często opis zdarzenia wzmacnia się słowem będącym pojęciem ogólnym. Podam przykłady:

Krzyśku, dzisiaj oddałeś wiele celnych rzutów. To się nazywa precyzja!

Marzeno, w meczu zanotowałaś wiele przechwytów. Na tym polega przewidywanie ruchów rywala!

Taka forma ma tę zaletę, że właśnie w kolejnym meczu, gdy Krzyśkowi zabraknie celności, będzie wiedział, że zabrakło mu precyzji, a nie, że jest beznadziejny. Z kolei kiedy Marzena zanotuje mniej odbiorów, będzie mogła szybciej wpaść na to, że musi lepiej czytać grę przeciwników.

Jak można zauważyć, pochwała nie ma charakteru całościowego. Zawsze dotyczy konkretnej rzeczy. Możemy widzieć, że jakieś dziecko na boisku prowadzi piłkę jak Messi, ale nie czyni go to świetnym zawodnikiem. On po prostu dobrze prowadzi piłkę przy nodze i dobrze używa balansu ciała przy dryblingu. Za to można go pochwalić.

Możemy też zrobić to bardziej szczegółowo, na podstawie przykładu w taekwon-do:

Jasiu, trzymasz stopy palcami do przodu, na jednej linii i do tego masz ugięte kolana. Właśnie tak wygląda prawidłowa pozycja annun sogi!

Ten rodzaj pochwały ma podwójne zastosowanie. Jasiu będzie się czuł doceniony, i otrzyma w ten sposób szczegółową informację. Wzmocni to w nim chęć do zwracania uwagi na prawidłowe ustawienie stóp i kolan. Być może w innych pozycjach też zacznie na to zwracać większą uwagę. Ale teraz zastanów się, jak na taką pochwałę zareaguje stojący obok Kaziu? On też będzie chciał być pochwalony. Gdyby trener powiedział Jasiowi „świetna pozycja annun sogi”, Kaziu nie wiedziałby jak ma sobie zapracować na taką pochwałę.

Więcej na temat opisowych metod chwalenia i nie tylko o tym przeczytasz w genialnej, acz trudnej do zastosowania książce Adele Faber i Elaine Mazlish pt.: „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły”. Gdybyś chciał ją kupić, to poniżej sprawdzisz, gdzie jest najtaniej.

 

 

Dwusekundowa pochwała wzrokowa

Nie zawsze w czasie meczu lub treningu mamy czas na wypowiadanie tak długich zdań. Moi podopieczni żartują sobie ze mnie, że często stosuję „dwusekundową pochwałę wzrokową”. Ten kto pracuje z dziećmi doświadcza tego, gdy dziecko skupia na nim swój wzrok po wykonanym powtórzeniu. Ten wzrok szuka aprobaty, uznania, potwierdzenia, że dobrze wykonało kopnięcie, rzut, strzał czy inne działanie. Wtedy wystarczy to nasze przedłużone spojrzenie, czy kiwnięcie głową. Dziecko wtedy wie, że trener, czy też rodzic widział.

W meczu czy walce oczywiście można ograniczyć się do pochwały składającej się z jednego lub dwóch słów: „dobre”, „super”, „brawo”, „to było niezłe”. Pamiętajmy, żeby odnosiło się to do konkretnego działania, a nie całościowo do osoby.

 

A jeśli nie ma za co pochwalić dziecka?

To znaczy, że musisz nad tym popracować, bo zawsze jest za co pochwalić. Zazwyczaj, jeśli ktoś jest słaby w jednym elemencie, to jest dobry w innym. Jednego pochwalisz za rzeczy które osiąga dzięki wrodzonej szybkości, innego za dokładność i skupienie. A jeśli masz gagatka, który przeszkadza ci w każdym treningu, to na pewno zasługuje na pochwalenie za frekwencję.

Nauka dostrzegania pozytywów u dzieci jest żmudna, ale konieczna. Jeśli chcemy zmienić zachowanie dziecka, musimy dostrzegać symptomy poprawy i natychmiast je wzmacniać za pomocą pochwał. To  daje mu motywację do dalszego starania się.

Kiedy prowadzę trening staram się pochwalić każdego. A przynajmniej każdego obdarzyć chwilą uwagi, żeby pokazać mu, że jest dla mnie ważny.

 

Imopeksis, czyli zaniechanie pochwał

Prof. Tadeusz Huciński był przez 15 lat (jak sam się określa) treserem koszykówki, a potem przez kolejne 15 lat jej trenerem. Jest autorem systemu Imopeksis (skrót od słów: intencja, motywacja, pewność siebie, emocje, koncentracja, spójności grupy, intuicja oraz skuteczność). Jest to inspirująca metoda pedagogiczna, w której zawodnik staje się podmiotem, a nie obiektem działań wychowawcy.

Jego zdaniem jeśli zawodnik dobrze poda piłkę, to nie ma potrzeby go za to chwalić. Przecież zawodnik sam wie, że dobrze podał. Jeśli go pochwalimy, to będzie dążył do powtórzenia takiego zagrania. Jeśli zaniechamy pochwały, to zawodnik następnym razem może wykonać jeszcze lepsze podanie.

Koncepcję Imopeksis znam tylko w zarysach i nie ukrywam, że bardzo mi się podoba. Tym nie mniej w przypadku dzieci młodszych zawodnik wcale nie musi być świadomy, że wykonane przez niego zagranie, uderzenie, nawrót czy nabieg było dobrze wykonane, czy też nie. Tego typu rozwiązanie można stosować wobec zawodników, którzy mają już podstawy techniczne.

 

A może nagrody?

Są dwa rodzaje motywacji – zewnętrzna i wewnętrzna. Motywować możemy zewnętrznie – za dobre wykonanie jest nagroda (pochwała, naklejka, wyjazd na zgrupowanie kadry lub zawody). Zapowiadając rozdanie naklejek lub pieczątek za dobry trening zmotywujemy dzieci do zwiększonego wysiłku. Takie drobne nagrody są bardzo cenne zarówno dla dziecka, jak i instruktora. Zwłaszcza, gdy dzieci mogą kolekcjonować te odznaczenia. Po ilości przyznanych wyróżnień możemy bardziej obiektywnie dostrzec zaangażowanie i pracę podopiecznego.

Należy przy tym uważać, aby nie wpaść w pułapkę przekupywania dzieci nagrodami. Jeśli oprzemy pracę wychowawczą na obiecywaniu fajną nagrodę za dobre zachowanie, to możemy mieć problem w sytuacji, gdy na przykład zapomnimy wziąć na trening upominków. Takie coś zawsze może się zdarzyć, aczkolwiek nie będzie to miało znaczenia, gdy dzieci mają silną motywację wewnętrzną.

Motywacja wewnętrzna polega na tym, że człowiek stara się, bo chce sam z siebie, bo sprawi mu to radość. W przypadku sportu działa to nawet na płaszczyźnie fizjologicznej – dobry trening uwalnia dopaminę. Chyba każdy przeżył kiedyś to uczucie kończąc wyścig, mecz, występ czy walkę, że dał z siebie wszystko. To uczucie szczęścia, satysfakcji wypływało z nas. Końcowy wynik, czy medal nie miał dla nas już większego znaczenia, był dodatkiem. I o to właśnie w sporcie chodzi. Żeby z jego uprawiania wpłynęła radość. I to jest największa nagroda.